niedziela, 30 sierpnia 2015

3.

Zatyka mnie od środka. Czuję jak przemierza mnie lekka fala strachu. Co ma na myśli? O co mu chodzi?
Każdy z nas ma swoją własną rzeczywistość albo nawet kilka i czasem trudno orzec, której należy się trzymać.
 Cholera, znowu...O co z tym chodzi? Dlaczego zawsze w takich chwilach? W...chwilach zwątpienia?
-Gdy Twoja nowa przyjaciółka się rozmyśli daj mi znać Mel. Wiesz gdzie mnie znaleźć. Au revoir!* 
Dopiero po chwili dochodzi do mnie co powiedział. Francuskie zabaweczki idzie łatwo poznać. Czuję na mym ramieniu dłoń Melissy. 
-Hej. Nie przejmuj się nim! Jest taki dla wszystkich - blondynka spogląda na mnie zza mego ramienia. 
-Po prostu  nie umiem uwierzyć, że...że tak mnie nazwał - w mojej głowie zaczynają rozlegać się różne poglądy. Czy on naprawdę uważa, że jestem jakąś dziewczyną spod latarni? - Kiedy jest ta cała impreza? - pytam, nieco się uspokajając. Dlaczego musiał powiedzieć to przy ludziach?   
-Wszystkiego się dowiem. Pójdę do niego, o wszystko się zapytam. Mam pewne myśli co do tego, gdzie ją zrobią- dziewczyna szybko wstaje, po czym otwiera okno. Czuję zimny jesienny podmuch wiatru. Nastąpiła niezręczna zarówno dla mnie i dla nich- cisza.
-Laski, ja się zbieram- mówi blondyn, wstając z jednego z niewielkich łóżek.
-Niall?- stop! Usta nie mówić nic!- Zobaczymy się jeszcze, prawda?
-Oczywiście- na jego twarz powraca piękny, szczery uśmiech, po czym wychodzi przez drewniane drzwi.
Od razu zauważam również szeroki uśmiech na twarzy Melissy.
-Mel? Stalo się coś? 
-Chanel, ubieraj się. Sprawię, że tej nocy nie zapomnisz do końca życia.

To nie czas leczy ra­ny, ale nasze de­cyz­je do­tyczące te­go, jak go wykorzystamy... 
Nie ten mo­ment, nie ta de­cyz­ja, i nic już nie jest ta­kie samo.
 -Gotowa?- ubrałam się, uczesałam włosy w kucyka i razem z Melissą wyruszyłyśmy na miasto. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę robię; w Paryżu nigdy nie wychodziłam z domu po dwudziestej drugiej, a jeśli już to latem, gdy było jasno - zawsze miałam zgodę rodziców. A teraz? Jestem tutaj z obcą dziewczyną, w obcym mieście. Tylko ledwo widoczne latarnie oświetlają tę część miasta. 
-Chanel, słyszałaś mnie? - pyta, prawie śmiechem blondynka. 
-Prze..Boże, gdzie my jesteśmy?- uświadamiam sobie, że właśnie stoję przed ogromnym pubem. Jeśli nawet nie największym w mieście.
-Jejku, Chanel wyluzuj! Jesteś na studiach! Tu nikt nie mówi Ci co jest dobre, co złe. Tutaj się żyje, a nie chowa po kątach! - mówi dziewczyna, wciągając mnie do środka. Obie siadamy przy jednym stole, po czym Melissa oświadcza, że zaraz wraca. Przychodzi po pięciu minutach z drinkami - przynajmniej taki mi się wydaje, ponieważ moja wiedza o alkoholu jest naprawdę mała.
-Mel, nie piję - oświadczam, dosyć poważnym tonem.
-No Chanel..Tylko jeden raz!
-Nie wiem- wiem. Wiem, że jej ulegam. A chęć zrobienia czegoś, co było zawsze zabronione mnie przerasta.
-No proszę..Ten jeden raz!
-Dobra! Zgadzam się! - mówię, by ją uspokoić. Biorę do ręki szklankę i upijam łyka. Hmm.. całkiem, całkiem.
-I jak? - pyta z szerokim uśmiechem na ustach Mel.
-Niezły - odpowiadam na jej uśmiech i upijam kolejnego łyka. Czuję jak alkohol zaczyna płonąć w moim ciele.

*~*

-Teraz tutaj! Chodź!- woła niewyraźnie Mel. Nie wiem, czy to prze to, że prawie pierwsza nad ranem, czy może to alkohol?
-Już idę - strasznie ciężko. Strasznie kręci mi się w głowie, lecz Melissa nie daje za wygraną i zaciąga mnie w co nowe miejsca.
-Trzymaj- podaje mi puszkę sprayu. Graffiti? Czemu nie! Nie rób tego! To nie dla Ciebie! Podświadomość? W tej chwili Cię nie potrzebuję. Przyglądam się pracy Melissy, która z każdą chwilą zapełnia ścianę. Zaczynam robić to samo; w moich żyłach buzuje czysta wódka, którą zapragnęłam pod koniec naszej wizyty w pubie. 
-Melissa, kochanie moje- czy ja siebie słyszę?- Gdzie my jesteśmy? 
-Pod jednym z ważniejszych budynków w mieście- z twarzy dziewczyny nigdy nie znika uśmiech; dalej się śmieje.
-Upss- zaczynam chichotać. Nagle usłuszałam czyjeś kroki. Ale..kto do cholery chodzi o pierwszej po Londynie? 
-Melissa?!- Niall. Oj, będzie nieźle.
-Cześć Nialluś- Mel cmoknęła w powietrzu. Wzrok blondyna skierował się ku mnie.
-Chanel?! Ty też?- podeszłam chwiejnym krokiem do chłopaka. 
-Patrz! Tam są smerfy! A tam osioł z prosiaczkiem!- znów chichotam. 
-Melissa do cholery jasnej! Czyś Ty zwariowała?! Ile ona wypiła? 
-Oj Niallerek się denerwuje..Upss- śmiech zagościł u mnie na dobre.
-Przecież Ty nawet stać nie umiesz! Boże, jak Ty dojdziesz do tego akademika?
-Papa Smerf mnie zawiezie!
-Na to wygląda- bierze mnie na ręce, zaraz po tym rozkoszuję się zapachem jego perfum. Wtulam się w jego tors - zasypiam.



*Do widzenia







5 komentarzy:

  1. Więc Paulinko xx rozdział to cudo! Nie wiem co mam jeszcze napisać :p ale próbuję cię zmotywować ponieważ świetnie piszesz! A fanów ci nie brakuje! (A ja jestem największym pamiętaj)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze , trafiłam na twojego bloga i po prostu chyba się zakochałam, masz świetny pomysł na ff, od pierwszych rozdziałów jest już bardzo dużo akcji za co duży plus . Ogólnie to Niall jest taki opiekuńczy , a zarazem słodki ohhh, ahhh ehh . <3 Mel jest taka szalona i pełna pozytywnej energii, że nie dziwię się głownej bohaterce, że od razu ją polubiła. Ogólnie to piszesz świetnie, masz prawdziwy talent .
    Czekam na next i życzę wenyy dużo .
    Zapraszam też do siebie :)
    http://1dletniaprzygoda.blogspot.com/
    http://land-of-idealns.blogspot.com/
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hey! To jest świetne! :)
    Czekam na kolejny!

    ~ Anastasia xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde świetny po prostu rozdział pełen zajebistości
    Kiedy next???
    Czekam na kolejny rozdział ;*
    Życzę ci weny i pozdrawiam serdecznie
    //Natalia xx.

    OdpowiedzUsuń